czwartek, 16 marca 2017

Polska. Lubię zapach spalin o poranku.


Wczoraj sąsiad uruchomił swojego żółtego Liebherra i wykonał rundkę honorową wokół klombu. Myślałem, że na tym się skończy, albo że rozgrzewa maszynę przed jakąś robotą zleconą. Ale zatrzymał się tuż przy drzewie. Z początku to wyglądało nawet zabawnie. Dawid i Goliat. Koparka i potężny, rozłożysty jesion. Rósł tutaj, zanim zjechała w to miejsce cała middle class ze swoimi planami na przyszłość, i pobudowała nowoczesne osiedle. I nim teściowa sąsiada opuściła rodzinny Maków albo Suchą, i zjechała tu za swoim chłopem do chałupy ze strzechą, stała się wdową a potem teściową. Tuż za oknem chałupy, jak w „Konopielce” Leszczyńskiego. 
Wyglądało to zabawnie jeszcze wówczas, gdy koparka wrzeszczała na wysokich obrotach, pluła kłębami dymu, tańczyła w błocie i wygrażała jesionowi łyżką. Ale potem gościu zaczął napierdalać po konarach jak opętany, łamał je jeden za drugim, aż cała korona drzewa znalazła się u jego stóp. Dopiero wtedy zgasił silnik, poprawił okulary i odpalił Stihla. Niektórzy lubią zapach spalin o poranku. Władza daje długo wyczekiwane prawo, kościół błogosławi, chłop jest na swoim. Skoro już wywołałem Leszczyńskiego, w „Siekierezadzie" jest przejmująca scena, kiedy słychać z offu odgłos, który dzisiaj rozlega się w całym kraju, a Żentara grający Praderę z naciskiem powtarza „Dość. Stanowczo dość”.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz