wtorek, 14 kwietnia 2015

Wcale nie chodziło nam o Lwów, Tarnopol czy Kijów. Mieliśmy po prostu zamieszkać gdzieś na prowincji, tak zwanej głębokiej prowincji, w jakimś małym miasteczku, w squacie i odtworzyć warunki życia we wspólnocie. Polski mieliśmy już dość, kierunek wschodni wiązał się chyba z sentymentem, ale nie był to sentyment „kresowy”, to była tęsknota za pewną surowością, betonem i nijakością. PRL wniknął w nas tak mocno, że nie mogliśmy się już w tej zmienionej, zabudowanej i coraz ładniejszej Polsce odnaleźć. Tyle że Ukraina leżała po przeciwnej stronie, tzn na Zachodzie, i to był właściwie taki wąski pas pomiędzy Rosją a Rosją, od południa ten rosyjski pas był bardzo wąski, w zasadzie nadbrzeżny, bo dalej rozciągał się ocean. Ale wojna była prawdziwa. I przychodzili agitować. Raz jedni, raz drudzy. Ukraińcy chcieli, żebyśmy przyjęli obywatelstwo ukraińskie. Ruscy handlowali paszportami ruskimi. Odsyłaliśmy ich z kwitkiem. – Po cholerę żeście tu zjeżdżali, skoro chcieliście zachować neutralność? – mawiali. Albo: - Jeśli w jakimś kraju można żyć, to można i za niego umierać – ktoś ewidentnie parafrazował Wojtyłę z „Przed sklepem jubilera”.  Przychodzili, podrzucali jakąś broń, w pokojach znajdowaliśmy podsłuchy. Szykowaliśmy się na najgorsze, odnawialiśmy śluby kościelne w cerkwi. Pamiętam, że na własny ślub z żoną niemal się spóźniłem, bo zatrzymało mnie coś w mieście. Bardzo jakaś symboliczna scena. Tylko nie wiem, co miała symbolizować. Otóż mieszkańcy, ubrani na biało, w białe stroje z lnu wychodzili poza granice miasta i wszystko pokrywali grubą warstwa gorącej smoły. Ulice, domy, nawet łąki i drzewa w sadach. Hektary czarnej, lśniącej i wrzącej czerni. Aż po horyzont.
Po ceremonii okazało się, że we Lwowie czeka na nas rządowy Tupolew, który ewakuuje Polaków z Ukrainy. Żona pojechała w pierwszej grupie. O godzinie planowanego odlotu zadzwoniła do mnie i powiedziała, że została zatrzymana przez ukraińskie służby specjalne za próbę przemytu. – Wszystko przez ciebie! – usłyszałem – przez ciebie utknę w tym kraju na zawsze! Nie wiedziałeś, że nie wolno wywozić aparatów fotograficznych?
-       Ale przecież on był niesprawny – broniłem się.

-       No i właśnie o to chodzi, że niesprawny. Gdyby działał, wszystko byłoby w porządku..

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz