piątek, 14 lutego 2014

śmierć jest królową



Beata Chąmotowska w Tygodniku o Beksińskich. A w zasadzie o „Portrecie podwójnym” Grzebałkowskiej. Znakomity szkic, czytam go równolegle z Tochmanem („Leży we mnie martwy anioł”). Chwała i za to, że próbuje z podwojonego cienia wydobyć Zofię Beksińską (przypomina to zmagania z cieniem innej Zofii – Nowosielskiej - opisane przez Krystynę Czerni). „Ten portret podwójny równie dobrze mógłby być portretem potrójnym” – pisze Chomątowska.
Jaki obraz się z tego portretu wyłania? Superżony, nadkobiety, Megamatki z Sèvres. Istoty doskonale ogołoconej z siebie, z własnych pragnień i historii. Dającej absolutnie wszystko, nie biorącej nic w zamian. A jednak żyjąc w podwojonym cieniu, „w komórce na miotły”, można ubezwłasnowolnić całe domowe królestwo. Żadne intrygi nie są tu potrzebne, wystarczy ciągła nadwyżka miłości, której nikt nie jest w stanie spłacić. Oraz umiejętnie (co nie znaczy świadomie) projektowany lęk. Jak brzmi pozawerbalny komunikat Zofii? Beze mnie jesteś słaby. Nie dasz sobie rady, synu. Nie podołasz życiu. Zofia jest satelitą, mąż i syn – wahadłowcami. Tak o sobie mówią. „Kiedy jej zabraknie, wszystko się zawali” – dodaje Chomątowska.
Czy aby na pewno matka dając wszystko, nie bierze nic w zamian? Czy nie jest właśnie tak, że „za karę” symbolicznie odbiera życie tym, którzy nie są w stanie zauważyć jej ogołocenia, pustki, jej własnej śmierci? I oto jej syn, Tomasz w końcu przywdziewa maskę wampira. Jest jak umarły. Pisze i myśli o sobie: trup. Mieszka w domu-krypcie. Jeśli wychodzi z domu, to przeważnie po zmroku. Potrzebuje symbolicznej krwi. Oczywiście krwi innych kobiet, które dadzą mu życie odebrane przez matkę (kobieta wąż to druga obok wampira ważna figura w bestiarium Tomasza Beksińskiego). Tochman zauważa podstawowy fakt: Tomasz staje się czuły dla matki tylko wtedy, kiedy w jego życiu pojawia się inna kobieta. Ale też żaden związek z kobietą-buforem, kobietą-żywą-tarczą nie może się stać relacją funkcjonalną. I żaden oczywiście nie trwa zbyt długo. „Moje królestwo potrzebuje królowej”, pisze Beksiński. Niestety „królową jest śmierć”.




5 komentarzy:

  1. Świetny tekst, w zasadzie relacje panujące w rodzinie Beksińskich ujęte są w nim niejako „w pigułce”. Niezwykła rola Zofii Beksińskiej, która przez całe życie dbała o „swoich mężczyzn” była dotąd mało eksponowana, w odróżnieniu od opisów rzekomo „toksycznej” relacji Tomasza z ojcem i wpływie artystycznych wizji starszego Beksińskiego na „nienormalność” syna, którymi zwłaszcza po ich śmierci zapełniono grube stosy prasowej makulatury. Tymczasem, jak mi się to wydaje, prawda była zupełnie inna, a w relacjach ojcowsko-synowskich wypływała z oczywistych różnic charakterologicznych – Zdzisław Beksiński był introwertykiem, a jego syn psychicznym ekshibicjonistą. Do dziś pamiętam felieton Tomasza Beksińskiego zamieszczony w istniejącym jeszcze w PRL-u „Magazynie Muzycznym”, w którym opisał gusta i muzyczne upodobania ojca, a także to w jaki sposób słuchanie muzyki rockowej wpływa na jego twórczość (z relacji wynikało, że Zdzisław Beksiński malując obrazy słucha rocka). Natomiast dla mnie, czytelnika tego tekstu było jasne, że między ojcem i synem zachodzi głęboka relacja i czułość.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie , między ojcem a synem nie było czułośći , chociaż owszem relacje były glębokie , byli zresztą do siebie podobni. Natomiast wyrastali w zupełnie innych warunkach, co mimo podobieństwa ukształtowało ich odmiennie. Obaj jednak byli egocentrykami i traktowali ludzi instrumentalnie, obaj bardzo inteligentni i perfekcyjni w tym, co robili , obaj wysoko cenili formę , w obu kłębiły się silne emocje , tyle , ze Zdzisław zabetonował je w sobie ( myślę ,że się ich bał ), pozostawiając sprawny wentyl, którym była jego twórczość a w Tomaszu bulgotały jak lawa w wulkanie nieoczekiwanie dając erupcję. kiedy ciśnienie wzrastało nadmiernie.

      Na neurotyczną osobowość Tomasza zapewne składało się wiele czynników , nadopiekuńczość matki ,która w jego świadomosći a może nie tylko świadomości czyniła z niego w pewien sposób nieudacznika, chłód i dystans ojca jak i jego twórczość , twórczość mroczna i zapewne niezrozumiała dla dziecka.To czego dzieci nie rozumieją budzi w nich zazwyczaj lęk.a lek zaburza emocjonalność.Ba permanentny lek zaburza wydzielanie neuroprzekaźników i to trwale.
      Nie stawiano tez przed Tomaszem większych wymagań a dziecko potrzebuje wskazywania mu ścieżki, stawiania pewnych barier czy powierzania zadań w ten sposób uczymy dziecko "odrywania' się od własnego ego , uczymy budowania relacji społecznych i własnego poczucia wartości.
      Według mnie Tomasz nie był ekstrawertykiem, był introwertykiem, ktorego ogrom emocji przerastał, nie był potworem jak chcą go widzieć niektórzy , był bezbronnym dzieckiem bo nie pozwolono mu dorosnąć , uciekł przed życiem , nie dlatego , ze nie kochał życia ale dlatego ,że nie umiał żyć.

      Bardzo trafne wydaje mi się Twoje spostrzeżenie, co do umiejętnie projektowanego lęku , tyle ,że ja myślę że świadomie.
      Zofia przyjmując rolę niezastąpionej być może próbowała budować swoje poczucie wartości.

      Usuń
    2. Sorry ,
      ostatnie dwa wersy , to już do Radka :)

      Usuń
  2. Wiesz Piotrze, Chomątowska pisała również, że pierwsze lata związku Zofii i Zdzisława były wzorem partnerskiej symbiozy i nijak się miały do fatalistycznych wyroków, jakie psychologia wydawała takim "sklejonym wspólnotom". Rzecz w tym, że były to wczesne lata 50-te, nikt wtedy nie występował publicznie z jakąś emancypacyjną narracją. Kobiety robiły swoje - czyli najczęściej rezygnowały z własnego życia, własnych aspiracji. Przypadek Zofii Nowosielskiej jest tu kluczowy - ona była świetnie zapowiadającą się artystką, a jednak rzuciła wszystko, żeby zająć się Jerzym, jego kruchością. W którymś momencie to musiało pęknąć. Odmówiła udziału, zastrajkowała dożywotnio, położyła się do łóżka i już nie wstała. Zofia Beksińska agresję bezpośrednio wyładowała na sobie (depresja), pośrednio na własnym synu. I też umarła przed mężem. Tak to widzę. Poza tym myślę, że obaj panowie byli introwertyczni, ale zarazem w obu widoczny jest rys ekshibicjonistyczny, tylko każdy odsłaniał się na swój sposób.

    OdpowiedzUsuń