niedziela, 9 lutego 2014

lomosession

No więc zamarzyła mi się Holga. A w zasadzie fotografia bez spinu, na luzie. Plastik i zrąbana zupełnie głębia ostrości. Taki fotograficzny realizm magiczny. Taki Cortazar albo Keret wśród Proustów i Mannów. Nie umniejszając niczego Keretowi. Otóż właśnie bez wewnętrznej presji precyzji, przebierania w szkłach, węszenia za światłem, zachciało mi się zdjęć. Dla czystej przyjemności pstrykania. Część pierwsza, pejzażowo-urbanistyczna.










2 komentarze: