niedziela, 23 lutego 2014

kraty w kółka. kobierki. prolog.


Ja to w ogóle nie wiem, gdzie żyję. Za bardzo wewnętrznie chyba. Ciało i więzienie? Ten romantyczny patos jest mi tu niepotrzebny. Ale życie gdzieś ucieka jak przez nieszczelny wentyl. Mówię sobie: bądź uważny. Nie żeby od razu czujny; chodzi wyłącznie o uważność. O osmozę. No więc jadę do Marty na Babińskiego, a myślę, szkoda że nie jest w Kobierzynie, bo właśnie czytam powieść Grzesia Franczaka, która jeszcze nie wyszła w Lokatorze, i powinienem tam być. Znaczy się Kobierski z „Kobierkami” w Kobierzynie bezwzględnie powinien się pojawić, ale na razie jest na Babińskiego. Marta myśli, że ja wiem, że Babińskiego i Kobierzyn to jedno i to samo, poza tym chyba nie sądzi, że to takie dla mnie ważne. Okazuje się, że jednak jest. Przypadkiem się dowiaduję, pod pomnikiem z brązu polsko-żydowskim. Że jestem jednak w Kobierzynie. I co jeszcze do mnie dotarło. Polski wariat to pół biedy, ale żydowskiego wariata normalny Niemiec musiał normalnie zabić dwa razy? A co, jeśli żydowski wariat był na dodatek komunistą? I na dobitkę – homoseksualny? To cztery razy taki multizombie, multiobcy musiałby wstawać na nogi, żeby definitywnie zostać wyeliminowany?
No dobra, ale tu wyprzedziłem fakty. Na razie jeszcze jadę. Po drodze tankuje, piszę i odpowiadam na smsy: „Będziemy tylko na terenie szpitala czy nie? Bo nie wiem czy anulować przepustkę?”, „Pogoda marna na centrum chyba”, „Okej, to anuluję”, „Ale jak chcesz np. pojechać gdzieś. Może Zakrzówek?”, „No, moglibyśmy”, „To nie anuluj”.
Jadę. Chrzanów, Rudno, Balice, Kameduli po lewej, Benedyktyni po prawej. Na Babińskiego szlaban. Płacę pięć złotych za przejazd i parking. Mówię, że szukam psychiatrii. -Ale jaki numer bloku? Tu jest pięć oddziałów! – odpowiada kobieta. Cerberowa. Nie wiem – odpowiadam zgodnie z moją niewiedzą. – To niech pan jedzie do Izby Przyjęć. Na rondzie w prawo, potem za apteką skręcić w lewo, będzie kościół, naprzeciwko Izba Przyjęć. Jadę. Wszystko mi się myli oczywiście. Dzwonię do Marty. – Szukaj bloku z jasną elewacją i kratami w kółka.
Co to są kraty w kółka? Mniej więcej to samo co cukier w cukrze. Chodzi mianowicie o natężenie kraty w kracie. Im większe natężenie, tym gorzej. Koledzy Jurka (Więckiewicz) głowy za kratę nie wystawią, ale flaszka przejdzie. Psychotycy mają gęściej. A już pacjenci z Psychiatrii Sądowej o Wzmocnionym Zabezpieczeniu to już całkiem mają przejebane. Nawet spojrzenie seryjne nie przejdzie. Jeśli akurat przebywają w bloku. Bo oprócz bloku mają wybieg. I ten wybieg jest jak mały kurort. Gazon, drzewka, plastikowe fotele z Ikei w rzędzie. Tam sobie wypoczywają. Opalają się, jak słońce zaświeci. Dzisiaj słońca nie ma. Mgła jest. 
No więc kraty w kółka to są takie hurraoptymistyczne, hedonistyczne kraty. Z widokiem na park i platany. Może nawet na resztę życia przeżytego w miarę funkcjonalnie. Na dole neurologia i hodowla roślin. Na piętrze słynny w Polsce oddział Siedem eF. Siedem eF czyli pot i krew (Wszystkie liście kurwa spadły z drzew). Zaburzenia osobowości i nerwice. Siedzimy w sali audiowizualnej, która jest jednocześnie salą odwiedzin, pijemy herbatę, gadamy. W korytarzu wisi portret Boga-Freuda z dymiącym cygarem (dzieło jakiegoś bordera, narcystyczni jak wiadomo uwielbiają autoportety), tablica ogłoszeń, kserówka „Zaplątanych” Marty Mazuś z Polityki, w sali – kartka z ogłoszeniem „Nie ruszamy niczym po podłodze. Duża kanapa i duże fotele zostają na miejscu nawet podczas dużej społeczności”.
My nie zostajemy. Nieważne czy z powodu małej czy dużej społeczności. Do Zakrzówka mamy osiem kilometrów. Parkuję przy Norymberskiej. Przepustka na cały dzień. I nagle ta przestrzeń. Nawet mnie zatkało, a nie mam w domu krat. Wapień, mgła, woda kolorze szmaragdowym. Marta wącha nagłą wolność, ja mam niestety katar. Dla mnie to przedwiośnie jest całkiem bezwonne.  – Dobre miejsce na samobójstwo – mówi Marta, a jej oczy, pięknie wykrojone – z jakimś wschodnim akcentem, jeszcze bardziej się zwężają. – Na miłość również – odpowiadam, patrząc na zużyte prezerwatywy.

1 komentarz:

  1. Kraty w kółka, kiedy przeczytałam Twój wpis na FB, wszędzie je widzę...

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń