środa, 1 maja 2013

majówka na początek


Dokupuję akryle na Sokolskiej, ale wcześniej mężczyzna o arabskiej aparycji (tak wyobrażałem sobie zamachowców WTC) przywozi dziesięć ton kamienia. Drobnego dolomitu. Trzy godziny zasuwam łopatą. Obok mnie łopatą macha spawacz z Chorzowa, który zamiast zarabiać w stoczni w Hamburgu cztery tysiące euro, po czym kiedyś stracić wzrok, wybrał jednak swoje oczy i dorabianie u takich ludzi jak my. Wcześniej budzę się w pustym mieszkaniu, którego nie poznaję, jeszcze wcześniej śnię, że jestem martwą naturą, którą malują studenci aespe. Konkretnie kanką w kolorze khaki. Z nieskazitelnie białą emalią.
Później zabieram dwie córki, dwa chomiki syryjskie i kota i wyjeżdżam na wieś. Liczę policyjne patrole, jest ich dokładnie sześć na odcinku 30 kilometrów. Cieszę się, że moje wyłączone światła zmniejszą o sto złotych dług publiczny. Albo zwiększą odprawę ministra Gowina. Chciałbym zaczipować moje wirtualne sto złotych i prześledzić ich los na stronie spyyourtrafficticket.com.
Później sprzątam podwórko z syfu, którzy narobili mi polscy kierowcy przy DK nr 46. I dobrzy sąsiedzi. Odkopuję stare numery Twórczości, opowiadania Płatonowa (nie da się czytać).

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz