poniedziałek, 27 maja 2013

kartka z dziennika


Ze szkicu Bielawskiego o Gezie Vermesie w TP: „Podczas ośmiu lat religijnego wychowania w gimnazjum nigdy nie dostałem do ręki Biblii – było to coś dla protestantów. Zamiast tego musieliśmy posiadać książeczkę do nabożeństwa i różaniec”. Otóż to, narzędzia represji zamiast próby dialogu. Symbole sprawowanej władzy zamiast ruchu myśli. Raczej fides niż ratio. „Mówiono nam, że religii należy uczyć się od Kościoła, a nie o niej dyskutować”. Bezwzględne podporządkowanie Instytucji oraz systemowi. Módlcie się, myślenie zostawcie innym. Efekty są takie, że wszystko co najważniejsze w teologii, zrodził protestantyzm. Ale też tylko tam możliwy jest rozwój jednostki w ramach wspólnoty. Co prawda Congar czy Rahner należeli lub należą do KK, ale wyrastają przecież z duchowego klimatu reformacji. Wydaje się, że u nas nie ma innej możliwości. Albo pozostaje się w formacji, przyjmuje jej warunki (ubezwłasnowolnienie, różaniec, książeczka), albo swoją formację i systemowość poddaje analizie, wówczas zostaje już tylko wystąpienie z formacji (Bartoś, Obirek), apostazja (Węcławski), w ostateczności ostracyzm większości środowiska (Tischner).

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz