środa, 24 kwietnia 2013

beskidzkie demony


Demony, bo o aniołach już pisano. Zwłaszcza pisał Harasymowicz. Żeby jakąś część tego Beskidu ocalić, chociażby przed najazdem słowackiej tandety i sieci Babyboom. I  hoteli na nowej Ulicy Krokodyli - w Dolinie Popradu.  
Wyliczam nazwy miejsc. Piwniczna, Zubrzyk, Wierchomla, ostatnia łemkowska wieś, wysunięta na zachód. Dalej już nikogo w 47 nie teleportowali na Pomorze, na ziemie odzyskane. Byle tylko tutaj z tymi owcami nie stanowili zagrożenia dla państwowości polskiej. Są jak imiona amuletów, jak fragmenty jakiegoś zaklęcia. Które dawno przestało działać. Pod maską samochodu ukrop, na stokach, zwłaszcza północnych jeszcze leży śnieg; z daleka, z drogi wygląda to jak niedokończony landszaft. Spomiędzy płasko nałożonej zgniłej zieleni prześwieca zagruntowane płótno. Białe plamy. Taka niezbyt wymyślna metafora, jeśli chodzi o te ziemie. Poprad wściekle podmywa skaliste brzegi, wypłukuje piasek i glinę, ma kolor brunatnej ochry. Gdzieś w okolicy Rytro widziałem teren rekreacyjny - brdy, domki campingowe, przyczepy, chodniki z kostki – wszystko w pośpiechu oddane rzece, nieustępliwej, występnej, występującej z brzegu. Coroczny kontyngent przestrzeni, myto. Było w tym coś pierwotnego. Pierwotny strach i – czy ja wiem – respekt wobec sił nieskrojonych na naszą miarę? Andrzejówka, Żegiestów Wieś, Milik, Leluchów. Dawne PRL-owskie kurorty, stacje Nikiforowe, cerkwie przerobione na kościoły, nazwiska łemkowskie, nazwiska wołoskie, też przerobione, coraz bardziej z polska brzmiące, cyrylica przeflancowana na ludzki alfabet. W Andrzejówce są dwa cmentarze – jeden oficjalny, z pomnikami, z krzyżami jak się należy, jak się patrzy, i ten drugi, niełatwy do wypatrzenia, kiedy promienie słoneczne padają pod dużym kątem. Wtedy widać równe nierówności terenu. Niczym folia bąbelkowa, z której uszło trochę powietrza. To czego nie ma, działa silniej, niż to co jest. To co jest, nie może działać, bo nie ma roboty. Nie tyle, w każdym razie, co kiedyś. Tylko dla wybranych. Ale trzeba dojeżdżać, do Krynicy albo Nowego Sącza. Reszta próbuje jakoś klecić. Skręcać drut przed wypasem, żeby owce nie polazły w szkodę. Tego drutu, mocno pordzewiałego, pełno jest na halach. Gumiaków, drutu i butelek po wódce.





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz