czwartek, 7 marca 2013

Gugelkupf, smacznego.



Linia 38 z Grunzing do centrum, mijam Wahringerstrasse z Josephinum i wysiadam przed Rooseveltplatz. Kolejna herbata z B, potem kampus uniwersytecki i Narreturm. Wieża szaleńców albo Gugelkupf „piaskowa (drożdżowa) babka”. Właściwie miejsce, jak sądzili za czasów cesarza, dla zarażonych „czarną żółcią” melancholików, odszczepieńców, epileptyków, paranoików. Słowem, dla wszelkiej odmienności był to grobowiec, tu się bowiem niczego nie naprawiało, co najwyżej leczyło ze złudzeń. Przykuwanie do ścian i betonowych podłóg, zimny prysznic, dumnie nazywany hydroterapią – za dobre sprawowanie - tak wyglądał XVIII i XIX wiek w wieżach takich jak Narrenturm. Jakoś wcale mnie nie dziwi, że sukcesorem tej piekielnej schedy stało się Muzeum Patologii.  Do dzisiaj – jakże nieodparta jest siła eufemizmu – wariata w Wiedniu określa się podobno tak : ‘urwał się z drożdżówki’.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz