wtorek, 4 grudnia 2012

Don Kichot ponowoczesny

Fot.Jacek Domiński/Reporter

Po śmierci żony Zygmunt Bauman zaczął prowadzić notatnik, którego programowo nie nazywał dziennikiem, a który w formie książkowej wydał pod tytułem „To nie jest dziennik”. Książka ta jest przede wszystkim pełną troski refleksją nad kondycją człowieka na progu XXI wieku, czyli czasu utraty wolności - pisze w najnowszym "TP" Radosław Kobierski:

- Przypadek Baumana w dziedzinie humanistyki i socjologii jest przypadkiem ks. Twardowskiego w poezji. Trafia zawsze w czuły punkt, trafia celnie. Po trzecie – trafia do wszystkich. Dlaczego, zapytają Państwo, tak się dzieje? Czy dlatego, że nie stał się reliktem, który przemawia z wnętrza metafory, czytelnej tylko dla nielicznych, i na bieżąco komentuje zjawiska płynnej nowoczesności? Czy może dlatego, że pisze o naszej niepewności? Nie tylko tej ekonomicznej, ale i egzystencjalnej. Mając za wzór Emila Durkheima, francuskiego naukowca i filozofa, który uważał, że socjolog zbliżając się do faktów społecznych, winien wyzbyć się wszelkich uprzedzeń. Nie wyciągać pochopnych wniosków – pisze Bauman w wydanej właśnie książce pod znamiennym tytułem „To nie jest dziennik” – oprzeć się pokusie tyleż łatwych, co mylnych ekstrapolacji.

Nigdy nie należał – jak sam podkreśla – do żadnej szkoły, kanonu, środowiska intelektualnego, nigdy nie musiał być lojalny wobec żadnej metodologii, co z pewnością zagwarantowało mu bezstronność.

Wzorem dawnych moralitetów, ale także wzorem pewnej popularnej sentencji Ludwika Wittgensteina, Bauman nie tyle stara się dać odpowiednie, co odpowiedzialne rzeczy słowo, żeby nie musiał milczeć o tym, o czym nie sposób mówić.

Całość na stronach Tygodnika Powszechnego

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz