czwartek, 22 listopada 2012

odyseja komiczna


Dzień, który okazał się tułaczką, w całym swoim listopadowym entourage’u. Jak najmniej patosu, tylko mokre liście, zaparowane autobusy. Ja z maszynopisem „nowego” Baumana na stoliku, z zamówioną zielona herbatą z jaśminem i sernikiem na zimno. I proszę. Zycie w każdej swojej chwili, w każdym geście, słowie może być elementem mimowolnej autobiografii, równie prawdziwe co literatura. Bardzo podejrzana myśl, której się jednak uczepiłem jak ostatniej brzytwy ratunku.

Po południu list od Grzegorza Kwiatkowskiego. W załączniku „Radość”, która ma wyjść w BL w lutym. Czytam z zachwytem, z olśnieniem. Te wiersze są jak papier ścierny, zdzierają skórę aż do mięśni, odsłaniają ścięgna i nerwy. Krótkie serie. Nie będzie tu żadnej litości nad rodzajem ludzkim. Żadnego również usprawiedliwienia. Wreszcie ktoś w tym kraju podjął dziedzictwo Edgara Lee Mastersa i zrobił to w oczywisty sposób doskonale. 



2 komentarze:

  1. Zgadzam się. Kwiatkowski z każdą książką coraz ciekawszy, mocniejszy. To jest jak zaplanowana inwazja na ludzkość.he.

    OdpowiedzUsuń
  2. Baumana mam, teraz kolej na Kwiatkowskiego. "Żadnej litości nad rodzajem ludzkim" - to coś dla mnie.
    p.s. dopiero zaczynam czytać, i zostanę TU na dłużej.
    Świetne "słowa" na blogu. Wielka przyjemność.

    OdpowiedzUsuń