poniedziałek, 26 listopada 2012

Aujourd'hui ma grand mère est morte



Zaczyna się jak L’Etranger Alberta Camusa. Nieomal. Pytanie, które jest dla mnie niezwykle istotne brzmi: czy muszę powoływać się na fakt literacki, żeby urealnić coś, co nie może być już bardziej realne? Czego brakuje wydarzeniu, jakim jest śmierć, gdzie ulatuje jego substancjalność (jak z przebitej dętki, nieszczelnego wentyla), że trzeba je na powrót wypełnić i mieć jeszcze nadzieję, że przy okazji samo się zwulkanizuje? Szukam więc powinowactwa, cytatu, miejsc wspólnych. Może pomysłu na to, jak z tej sytuacji wyjść? Czy w szafie, za wiszącymi paltami i futrami z lisów są jakieś nieznane drzwi? Może pod kamieniem, w ziemi tkwi okrągła gałka, której pociągnięcie przenosi mnie tam, gdzie da się naprawić, przynajmniej niektóre, kłamstwa. Może spróbować jeszcze raz, pod łóżkiem?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz