czwartek, 18 kwietnia 2019

Kronika wygnania




Co zabrałbyś ze sobą, gdybyś musiał opuścić swój dom i uciec do innego kraju? To zasadnicze pytanie ma charakter refrenu, jest jak powracająca fala, czasem ledwie bezgłośna, innym razem uderzająca z siłą sztormu. Wszystko zależy od tego, czy pytanie zadają jacyś inni, gdzieś indziej, daleko od bezpiecznego miejsca, w którym teraz jestem, czy też staje się ono problemem osobistym. To że należę do kilku wyjątkowych w historii mojego kraju pokoleń, dla których odpowiedź nie musi wykraczać poza retorykę, nie oznacza paraliżu wyobraźni. Współczesna humanistyka próbuje opisać zjawisko postpamięci. Współczesna biologia z pewną ostrożnością ale nie bez należytej powagi poświęca swoją uwagę genetycznej traumie. Psychologia (mniej lub bardziej ortodoksyjna - zob. Bert Hellinger) opisuje przypadki stłumienia i wyparcia, które mają wpływ na systemy rodzinne i symboliczne – w odniesieniu do całych wspólnot. Reasumując: obywatel tego kraju i jego historii na wystawie „Najważniejsza rzecz” Briana Sokola nie powinien mieć problemów z wyobrażeniem sobie mocy i fundamentalności tego pytania. O ile oczywiście nie przeszkodzi mu w tym skrajnie antyuchodźcza narracja polityczna, ewentualnie samo pole symboliczne, w którym ucieczka traktowana jest niemal na równi ze zdradą.
Ekspozycja zdjęć Sokola, amerykańskiego fotografa, który w 2013 roku z ramienia UNHCR zajął się dokumentowaniem wygnania, migracji, kryzysu uchodźczego jest drugim – nie mam co do tego wątpliwości – wydarzeniem takiej rangi w Katowicach po niedawnym szczycie klimatycznym COP24. Nie tak spektakularnym oczywiście w sensie medialnym  – na wernisażu nie pojawił się nawet sam autor (nie mówiąc już o decydentach politycznych, naukowcach i ekologach, którzy zjechali na szczyt), nikt też nie przestawił ruchu w mieście na kilka tygodni. Może tak powinno było się stać, gdybyśmy tylko zechcieli uznać, że jako widzowie, obserwatorzy ludzkiego dramatu wcale nie zachowujemy bezpiecznej i neutralnej pozycji. Zarówno COP24 jak i wystawa „Najważniejsza rzecz” wskazują na ten sam obraz przyszłości. W obliczu zmian klimatycznych będziemy świadkami masowej migracji, być może największej wędrówki ludów w nowożytnej historii. Zachwieje ona wszelkim porządkiem, który znamy. Naloty bombowe w Sudanie, wojna w Syrii, Irackim Kurdystanie i Angoli, prześladowania i publiczne egzekucje w Burkina Faso czy Kongo to konflikty polityczne, radykalnie ideologiczne, w rzeczywistości wywołane topniejącymi zasobami naturalnymi i dostępem do dóbr. Twarze Aboubacar, Alamina, Lumony, Fideline, Omara to są obrazy nieodległej przyszłości. Wirginia Woolf napisała kiedyś: „Gdy chodzi o oglądanie cudzego cierpienia, żadnego „my” nie wolno uznać za oczywiste. Dodam – żadnego „wy” również.
„Najważniejsza rzecz” miała swoją premierę w Gdańsku (otwarta została przez Pawła Adamowicza), zwiedziła również inne miasta, m.in. Kraków i Warszawę. W Katowicach portrety uchodźców, portrety „z wnętrza bezdomności”, jak niezwykle celnie określił to Piotr Zaczkowski, pojawiają się bodaj pierwszy raz w historii wystaw. Jest to wydarzenie wyjątkowe również z kilku innych powodów. Otóż Brian Sokol wielokrotnie przełamuje reguły współczesnego reportażu i fotografii dokumentalnej. Całkowicie unieważnia drugi i trzeci plan - jeśli przyjrzymy się fotografiom serwisów informacyjnych czy galeriom World Press Photo, zrozumiemy jak ważne jest tło dla oddania dramaturgii zdjęcia, tło konfliktu a zarazem konieczny element kompozycji. Tymczasem Sokol niczym Diane Arbus w swoim cyrkowym cyklu (w szczególności w „Sword Swallower”) ustawia swoich bohaterów przed niedbale naciągniętą i udrapowaną ciemną tkaniną, przed parawanem, drastycznie ogranicza ilość szczegółów, żebyśmy mogli całą swoją uwagę skupić na portretowanym. Przy czym, powtarzam, nie jest to typowe tło fotograficzne. Tkanina jest pół-transparentna. I często nie wypełnia całego kadru. Prześwituje przez nią jaskrawe światło i fragmenty scen obozowego życia. Bo też Sokol wcale nie zamierza swoją kroniką wygnania budować jakiejś piętrowej czy chociażby „parterowej” iluzji. Wszystko jest tu tymczasowe. Parawan, obóz dla uchodźców, nawet zainteresowanie fotografa. Jedynie bezdomność w tamtej rzeczywistości pozostaje faktem permanentnym.
Po drugie Brian Sokol przekierowuje część swojej (i naszej) uwagi z podmiotu na przedmiot. Taki jest zresztą koncept całej ekspozycji. Uchodźcy opowiadają o najważniejszych rzeczach, które kojarzą im się z dawnym i „nowym” życiem. Z domem i koniecznością porzucenia domu. Przedmioty zaś opowiadają o ich właścicielach. Wzmacniają tę opowieść. Przekierowanie uwagi jest ma więc charakter paradoksalny. Podmiot wskazując na przedmiot zyskuje więcej podmiotowości. Z tym aspektem ściśle łączy się kolejne „wykroczenie” poza regułę (np. niezaangażowania) i wynikająca dla nas nowość. Sokol nie tylko fotografuje uchodźców ale również wsłuchuje się w ich opowieści.  „Waga słów, szok fotografii” – tak brzmiał niegdysiejszy slogan reklamowy francuskiego tygodnika „Paris-Match”. Przywołuję go w tym miejscu, ponieważ znakomicie oddaje końcowy efekt wystawy. Zestawienie obrazów i fragmentów opowieści znowu służy wzmacnianiu podmiotowości i jednocześnie zanikaniu, wycofywaniu się autora z tego procesu. Sokol nie „szokuje obrazem” w sposób klasyczny dla reportażu wojennego. Nie ma tu miejsca na pornografię cierpienia i śmierci. Przeciwnie – jego bohaterzy są pogodni. Silni. W jakimś sensie nawet pogodzeni z losem. Fragmenty opowieści w sposób bardzo ogólny poruszają temat wojny i krzywd. To nie jest przypadek. Sokol zdaje się nas, Europejczyków chronić przed eskalacją, jaką może wywołać obraz, uchodźców chroni przed wykorzystaniem ich dramatu dla własnych celów, szanuje intymność tej opowieści. I znów – paradoksalnie – wzmaga efekt szoku. Wystawie „Najważniejsza rzecz” towarzyszy jeszcze jedna okoliczność. Amerykańska poetka,  Jenifer Toksvig napisała poemat rytmiczny na podstawie relacji uchodźców, a Cate Blanchett, ambasadorka dobrej woli UNHCR skrzyknęła znanych brytyjskich aktorów do jego publicznego odczytania. Materiał wideo towarzyszy ekspozycji. Polską wersję tego projektu będziemy mieli szansę zobaczyć i usłyszeć prawdopodobnie podczas obchodów „Dnia Uchodźcy” w czerwcu tego roku.