czwartek, 6 kwietnia 2017

Trójskok

Sześć lat to zdecydowanie najdłuższa przerwa w moim zawodowym życiorysie. W zasadzie nie wierzyłem w powrót do literatury. Owszem, pisywałem felietony dla IKKMO, czasem zdarzyło się jakieś omówienie dla Tygodnika Powszechnego, zadebiutowałem jako tłumacz z języka włoskiego (Massimo Gezzi w: Szyby są cienkie), próbowałem rozpisać się kilkoma opowiadaniami. To tyle. Więcej grzechów nie pamiętam. 
Do nowego tomu wierszy przymierzałem się trzy razy. Wszystkie idee były dość skrajne, jeśli je porównać ze sobą. Najpierw próbowałem w sensie dosłownym rozwinąć myśl Alberta Camusa (tak, tę o najważniejszym problemie filozofii), napisać kilkadziesiąt tekstów o skokach samobójczych (skok w przepaść nie jako odwrotność wzlotu, ale szczególne forma wolności), potem - kiedy moje życie weszło w fazę medytacyjną (właściwie: fazę medytacyjnej iluzji) - czułem, że powinienem znaleźć formę dla tego nowego doświadczenia. Miałem prawo sądzić, że wszelkie okresy sturm&drang mam już za sobą i wszelkie indywidualistyczne utopie to są pieśni przeszłości. 
Znowu się myliłem. Życie znów zaskoczyło, a ja - wbrew pozorom - zawsze byłem zakładnikiem życia. Postanowiłem jednak zostawić ślady. Tamtych idei. Być może kosztem struktury i jednorodności, ale uważałem że tak będzie po prostu uczciwie. 
Dziękuję mojemu wydawcy Mariuszowi Grzebalskiemu, redaktorom: Natalii Słonimskiej i Patrykowi Szajowi. Marcie Wojtanowskiej i Piotrkowi Zdanowiczowi za okładkę i projekt graficzny.